Zrelaksowany.pl

Blog o relaksacji i spokoju ducha
Zimny prysznic relaksuje?

Zimny prysznic relaksuje?

Na tak postawione pytanie odpowiedź może być tylko jedna – to zależy! Zależy kogo, kiedy, gdzie, jak długo itd. W ostatnich czasach coraz powszechniejsze staje się morsowanie, czyli zanurzanie się w zimnej wodzie zbiorników wodnych zimą. Cóż, niektórzy twierdzą, że nawet latem kąpiel w Morzu Bałtyckim zakrawa na morsowanie, choć w tym roku woda była wyjątkowo ciepła. Osobiście nigdy nie morsowałem, chyba że można uznać zanurzenie się po szyję w niecce strumienia górskiego po szyję latem. Wytrzymałem minutę, doznania były niesamowite.

Zimny prysznic jest jednak czymś innym. Ciało nie jest jednocześnie całe zanurzone w wodzie, a jest jedynie polewane – poszczególne części w różnym nasileniu i kolejności. Wrażenie zupełnie inne niż w strumieniu. Jednak prysznic jest dostępny na wyciągnięcie ręki, a żeby morsować trzeba zorganizować wyprawę, rozebrać się w okolicznościach przyrody, a po wszystkim się ogarnąć. Jest to do zrobienia, bo przecież wiele ludzi daje radę, jednak wymaga więcej czasu i motywacji.

A prysznic jest tuż tuż. Postanowiłem spróbować! Taką kropką nad i była książka Klaudii Pingot Błękitny umysł. Polecam, choć o zimnym prysznicu jest tam zaledwie wzmianka. Żeby nie skoczyć na głęboką wodę warto zaczynać od małych kroków i opracować własny system działania. W moim przypadku był to maj, coraz cieplej na dworze, a także w rurociągu wodnym. Temperatura zimnej wody w kranie zmienia się w zależności od pory roku i myślę, że najlepiej jest zacząć późną wiosną lub latem – wtedy jest najcieplejsza. Choć przecież nie trzeba od razu dawać samej zimnej i stopniowo z kąpieli na kąpiel ją ochładzać zmniejszając udział ciepłej. Można też zacząć od gorącego prysznica i zrobić zimny na koniec.

U mnie było tak – pierwszy raz polałem się zimną wodą w maju. Od razu maksymalnie zimną. Jak to zrobić w praktyce? Najlepiej rano lub przed południem. Zimna woda orzeźwia i pobudza, więc pierwsza połowa dnia jest do tego najlepsza. Wieczorem potrzebujemy rozluźnienia i relaksu, a to daje woda ciepła. Najlepiej jest wziąć słuchawkę prysznicową do ręki i nie korzystać z deszczownicy, która leje wodę z góry, dlatego, że dobrze jest zacząć od dołu. Dobrą pomocą jest zajęcie czymś umysłu, żeby nie myślał jak jest zimno i nie chciał uciekać. Wymyśliłem więc, że będę liczyć przeznaczając każdą dziesiątkę na inną część ciała. Wygląda więc to tak: pierwsza dziesiątka – lewa noga – oblewam ją od stopy do pachwiny i następnie w dół, potem w górę z zewnętrznej strony, potem z tyłu i od wewnętrznej. Druga dziesiątka – analogicznie prawa noga. Trzecia dziesiątka – przód tułowia od góry do dołu i z powrotem, czwarta dziesiątka lewa ręką, piąta – plecy, szósta – znowu klatka piersiowa i brzuch tym razem od lewej do prawej, siódma – oblewam rękę prawą, ósma dziesiątka to przód ciała od szyi do stóp. Tak to wygląda na dzień dzisiejszy. Następnie wykorzystuję fakt, że jest poranek, więc namydlam kilka kluczowych z punktu widzenia higieny części ciała i je spłukuję również zimną wodą. Na sam koniec zawieszam słuchawkę na ścianę i oblewam wodą głowę i koniec! Wycieranie zaczynam od razu od głowy i rozmasowuję przy tym całe ciało. I czuję się wspaniale jak nowy!!!

Gdy zaczynałem ponad półtora roku temu eksperymentowałem z różnymi wariantami i obserwowałem jak mi z tym jest. Na początku dobrze jest zacząć od krótkich sesji i nie moczyć głowy. W miarę przyzwyczajania się można wydłużać czas kąpieli, powtarzając kolejność polewania. Doszedłem do czterech minut i to już było dla mnie za dużo – nie mogłem rozgrzać się przez całe przedpołudnie. Skróciłem więc czas do ok. dwóch minut i jest ok. Nie chodzi o to, żeby jak najdłużej się schładzać, raczej żeby robić to systematycznie. Warto wpleść zimny prysznic w poranny nawyk, u mnie to zadziałało – rano wstaję z łóżka, idę na matę na poranną gimnastyka, a potem pod zimny prysznic. I daję mi to niesamowitą energię na dzień dobry!

Zimny prysznic jest najlepszym sposobem na poranną pobudkę. Zimna woda obkurcza naczynia krwionośne i napina skórę, natychmiast rozjaśnia umysł na cały dzień. Pod prysznicem sami regulujecie temperaturę wody i dzięki temu możecie stopniowo przyzwyczajać się do zimna. To idealna metoda na trenowanie spokojnego oddechu i umiejętności rozluźnienia się w zimnej wodzie [1].

Czy zawsze biorę zimny prysznic rano? Nie, nie zawsze. Unikam fiksowania się na czymś, że ZAWSZE coś robię. Nie chodzi o to. Ważniejsze jest to co się robi często, bo systematyka ma wpływ na życie. Jeżeli raz na jakiś czas odpuszczę to nic się nie stanie. Nie robię też tego gdy jestem chory i mam gorączkę – po prostu nie wiem w jaki sposób to zadziała na osłabiony organizm.

Oprócz wspomnianego wyżej morsowania i opisanych szerzej zimnych pryszniców można zanurzać się w domu w wannie zimną wodą czy pójść na zabieg krioterapii. Niezależnie od sposobu spotkania się z zimnem uważa się, że daje ono szereg korzyści zdrowotnych. Należą do nich redukcja bólu, stanów zapalnych w organizmie, obniżenie ciśnienia, zmniejszenie niepokoju, poprawa odporności, lepszy sen czy nawet łagodzenie objawów depresji. Większość badań pokazuje, że nie wystarczą sporadyczne epizody – potrzebna jest systematyczność. Jest ona o wiele ważniejsza niż temperatura wody i czas w niej przebywania. Lepiej więc będzie działał codzienny prysznic w zimnej wodzie niż morsowanie raz w tygodniu w lodowatym stawie [1].

Wracając do tytułowego pytania – czy zimny prysznic relaksuje? Mnie tak, sprawdź czy Ciebie również – zachęcam!

Literatura:
1. Lodowate kąpiele, Linda Ahlgren i Linda Vagnelind, Znak, Kraków 2021
2. Błękitny umysł, Klaudia Pingot

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.