Zrelaksowany.pl

Spokój ducha od ucha do ucha :)
Oświecenie serca

Oświecenie serca

Większość opowieści o rozwoju duchowym kończy się opisem doświadczenia iluminacji lub oświecenia. Co jednak, jeśli zapytamy, co się dzieje później? Co się dzieje, gdy mistrz zen wraca do domu i spotyka swoją żonę i dzieci? Co się dzieje, gdy chrześcijański mistyk idzie na zakupy? Jak wygląda życie po doświadczeniu ekstazy?  Jak możemy cały sercem przeżywać doznawane przez siebie wglądy?

Takimi pytaniami rozpoczyna się książka na którą trafiłem zupełnie przypadkiem (jeżeli przyjmiemy, że przypadki istnieją) w serwisie Legimi z elektronicznymi książkami. Po przeczytaniu tytułu miałem mieszane uczucia, bo nie chciałem czytać książki z przepisami na ekstazę,  zaś z drugiej strony – jak wiele osób – zadaję sobie pytanie: „Jak żyć, panie … Adamie, jak żyć?” Pytam siebie, ponieważ wiem, że tylko ja mogę znaleźć dla mnie najlepszą odpowiedź. A pomysły na zastosowania starożytnych filozofii w XXI wieku w praktyce bardzo mnie interesują, bo nie zamierzam w najbliższym czasie porzucić rodziny, domu, pracy i przebywać gdzieś w ustronnym miejscu 🙂

W książce znajdziemy opisy doświadczeń oświecenia wielu ludzi. Wiele się u nich działo! Dla równowagi wypowiadają się też osoby dojrzałe, prowadzące głębokie życie duchowe, które takich przeżyć nie miały. Całe szczęście, że według autora nie jest to warunek spełnionego życia, bo osobiście nie przeżyłem spektakularnego oświecenia, które by mnie zwaliło z nóg. Na ziemię rzucają mnie raczej kryzysy i to one zmuszają do poszukiwań na nowo sensu życia. A ten spokój rozlewający się po ciele w momencie zrozumienia czegoś nowego, odkrycia kolejnej prawdy, jest takim małym satori, jak przydrożna lampa rozświetlająca lokalnie ciemność na drodze mojego życia.

Nawet jeśli jesteśmy bardzo otwarci musimy szanować pewne ograniczenia. Zarówno wielkie jak i małe odkrycia mają to do siebie, że potrafią oderwać od ziemi. Chodzi się wtedy tak lekko, prawie frunie, chce się dzielić ze wszystkimi swoimi przeżyciami!  Jednak trzeba o tym pamiętać, że są one niepowtarzalne dla każdego z nas. I chociaż ktoś dokładnie kopiowałby naszą drogę to może przeżyć co innego, bo jest innym człowiekiem.. Warto więc uszanować osoby będące w zupełnie innym miejscu swojej życiowej podróży, mające inny punkt widzenia, które nie zawsze chcą słuchać naszych przeżyć, czy rad. Mądrze używać potencjału, który mamy, bo w rozwoju wewnętrznym nie chodzi o to, żeby dużo wiedzieć, lecz o to, żeby dużo kochać, a mądrość nie wyraża się nie w wiedzy, a w sposobie bycia.

Ilość praktyk duchowych jest ogromna. To nie znaczy, że każdą należy stosować. Nawet nie każdą trzeba sprawdzać czy będzie działać! Zabrakłoby na to doby! Był moment w moim życiu po skończeniu studiów z technik relaksacyjnych, gdy zastanawiałem się jak ja dam rady poznane metody poumieszczać w moim rozkładzie dnia. Bywało też, że czułem się winny, gdy nie zrobiłem tych czy innych ćwiczeń. A przecież nie o to chodzi! Fakt, regularność przynosi najlepsze efekty, ale musimy pamiętać, że każda forma praktyki jest po prostu metodą za pomocą której możemy otworzyć serce na to, co znajduje się przed nami. Miejsce, w którym jesteśmy jest naszą ścieżką i celem naszej podróży. W pewnym sensie podróżujemy donikąd, może najbardziej w głąb samego siebie. A całe życie duchowe jest nauką ciągłego przechodzenia z jednego stanu do kolejnego – z jednych okoliczności do następnych.

Kolejny obszar mojej życiowej podróży, który niniejsza książka pomogła mi poukładać to autorytety. Wychowywany byłem w posłuszeństwie i wierze w istniejące ideały. Do pewnego momentu byłem przekonany, że one istnieją w praktyce, że są piękne społeczności oświeconych, które doskonale funkcjonują. A przewodzący im ludzie pozbawieni są wad. I niedługo przed przeczytaniem tej książki uderzyło mnie, że również w KAŻDYM środowisku ludzie są tacy sami jak wszędzie gdzie indziej. Pracują nad sobą, rozwijają się, ale nie są doskonali. Mają swoje problemy życiowe, popełniają błędy a nawet przestępstwa. Jak to?! – zawyła mi zrozpaczona dusza – to przecież niemożliwe, żeby oświecony mógł takie rzeczy robić!!! A jednak! I takie przypadki również autor opisuje. Przekłuwa balony. Uffff… w sumie to bardzo uwalniające i pozwala zaakceptować siebie i swoje słabości – skoro wszyscy je mają… To nie oznacza zdjęcia odpowiedzialności za to co robimy – Cała sztuka polega na tym, by nie tłumić swoich uczuć i nie przywiązywać się do nich, lecz starać się je zrozumieć. Bądź swoją własną lampą, bądź swoim własnym światłem. Żaden nauczyciel ani zewnętrzny autorytet nie może nam ofiarować prawdy, ani nam jej odebrać.

Czy zdarzy się nam przebudzenie wielkie, czy małe, prędzej czy później wracamy do codzienności i właśnie w niej, w praktyce sprawdza się ich wartość. Bądźmy gotowi na wychylenie się wahadła emocji w drugą stronę, bo nasze ludzkie życie składa się zarówno ze spektakularnych sukcesów jak i spektakularnych porażek. Jeżeli przywiązujemy się do jakichkolwiek emocji – takich ja wstyd lub duma – ograniczamy zakres tego, co moglibyśmy zrobić i kim moglibyśmy być. Musimy być cierpliwi i pozwalać, aby nasze działania rodziły się z prostego i czystego serca oraz z okoliczności w których znajdujemy  się w danej chwili. Z takiego nastawienia bierze się wszystko co dobre.

Książka napisana jest prostym zrozumiałym językiem, powyżej wspomniałem jedynie o kilku ważnych kwestiach, które pomogła mi poukładać. Wierzę, że każdy – mniej lub bardziej oświecony – znajdzie w niej coś dla siebie. Polecam!

Kursywa oznacza cytaty z książki Oświecenie serca ~ Jack Kornfield.

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.